Chiny wzywają do serwisu ponad 4 mln aut przez awaryjne otwieranie drzwi. 2,98 mln to Tesle

· Redakcja evoto

Chiny wzywają do serwisu ponad 4 mln aut przez awaryjne otwieranie drzwi. 2,98 mln to Tesle
Fot. Oleg Yunakov (CC BY-SA 4.0) / Wikimedia Commons

Chiński regulator objął akcją serwisową ponad 4 mln aut dziewięciu marek, w tym 2,98 mln Tesli. Awaryjna dźwignia drzwi jest zbyt trudna do znalezienia. Europa pracuje nad własnymi przepisami.

Chiński urząd nadzoru rynku SAMR ogłosił 21 sierpnia akcję serwisową, która obejmuje ponad 4 mln samochodów dziewięciu producentów. Problemem jest awaryjne, mechaniczne otwieranie drzwi. Najwięcej aut ma Tesla: 2,98 mln egzemplarzy Modeli 3, Y, S i X. Naprawy Tesli ruszają 25 września.

Dźwignia, której nikt nie widzi

Wiele elektryków ma chowane klamki sterowane elektrycznie. Działają dzięki instalacji 12 V, tej samej, która zasila światła i multimedia. Gdy po zderzeniu zabraknie prądu, zostaje ręczna dźwignia awaryjna w środku auta. Według electrive regulator uznał, że w objętych modelach ta dźwignia za bardzo zlewa się z tapicerką i w stresie trudno ją znaleźć. CleanTechnica opisuje przypadek tylnych drzwi Tesli: mechanizm awaryjny jest schowany pod gumową matą i plastikową zaślepką w kieszeni drzwi.

Lista marek pokazuje, że kłopot ma cała branża. Poza Teslą akcja objęła m.in. Xiaomi (390 435 sztuk SU7 z rocznika 2024), Leapmotora (371 200 aut C11 i C01), Xpenga (264 842 egzemplarze G6, P7+ i X9) oraz Zeekra (92 658 sztuk modeli 007 i X). Na liście są też Chery, Dongfeng, Arcfox i FAW, dla których electrive nie podał liczb.

Naprawa w większości polega na aktualizacji oprogramowania przez internet (OTA, bez wizyty w serwisie) i naklejkach w kabinie, które pokazują, gdzie jest dźwignia. Tesla dostaje nową funkcję: po wykryciu wypadku auto samo opuści wszystkie szyby, żeby dało się wyjść albo wyciągnąć pasażerów. Naklejek nie da się wgrać zdalnie, więc właściciele i tak muszą pojawić się w serwisie.

Równolegle Tesla prowadzi w Chinach drugą akcję, dotyczącą 2,74 mln Modeli 3 i Y. Kamera w kabinie ma śledzić wzrok kierowcy podczas pracy asystentów jazdy, bo część użytkowników oszukiwała dotychczasowy nadzór, stawiając przed obiektywem głowę lalki.

Tło jest poważne. W Chinach głośne było nagranie z marca 2025 r., gdy elektryczny Dongfeng zapalił się po zderzeniu z ciężarówką, a kierowca z trudem wydostał pasażerów. Od 2027 r. chińskie przepisy zakazują w nowych autach klamek chowanych w obecnej formie.

Europa szykuje własne przepisy

Chińska akcja nie obejmuje aut homologowanych w Unii, więc Tesla czy Xpeng G6 kupione w polskim salonie nie trafiają automatycznie na listę. Nie wiadomo, czy producenci udostępnią europejskim klientom te same poprawki OTA. Temat nie ominie jednak Europy. Po wypadku z 2024 r. w Niemczech, w którym trzy osoby nie wydostały się z płonącej Tesli, niemiecki urząd KBA przekazał sprawę regulatorom, a grupa robocza UNECE (organ ONZ ustalający wspólne normy techniczne aut) pracuje nad wymogami dla elektrycznych klamek.

W Polsce z modeli z chińskiej listy kupisz dziś Teslę Model Y od 184 990 zł (cena z katalogu evoto z 16 lipca) i Xpenga G6 od 203 900 zł (stan na 3 września). Zeekr X i Xiaomi SU7 są w naszym katalogu na razie jako zapowiedzi. Szerzej o tym, jak elektryki wypadają w zderzeniach i pożarach, piszemy w poradniku o bezpieczeństwie aut elektrycznych.

Przy odbiorze każdego elektryka z chowanymi klamkami trzeba poprosić sprzedawcę, żeby pokazał awaryjne otwieranie wszystkich drzwi, także tylnych, i pokazać je potem każdemu, kto jeździ z tyłu. To pięć minut, a chiński regulator właśnie udowodnił, że producenci tego nie ułatwiają.

Źródła: CleanTechnica, electrive, CarExpert

Powiązane