T&E: luka w utracie wartości elektryków to 2,6 punktu procentowego po korektach
· Redakcja evoto

Analiza T&E z czterech największych rynków UE: elektryki tracą na wartości o 12,9 pkt proc. szybciej niż spalinówki, ale po uwzględnieniu dopłat, podatków, inflacji i spadku cen nowych aut różnica maleje do 2,6 pkt proc.
Używane auta elektryczne tracą na wartości niewiele szybciej niż spalinowe, jeśli porównać je uczciwie. Do takiego wniosku doszła organizacja Transport & Environment (T&E), która przeanalizowała transakcje z 2025 roku na czterech największych rynkach UE: w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii. Surowe dane pokazują lukę 12,9 punktu procentowego na niekorzyść elektryków. Po korektach T&E zostaje z niej 2,6 pkt proc., czyli o 80 proc. mniej.
Ma to znaczenie dla każdego, kto bierze auto w leasing lub na kredyt. Prognozowana wartość auta po kilku latach, czyli wartość rezydualna, wpływa bezpośrednio na wysokość raty. Jeśli leasingodawca zakłada, że elektryk straci więcej, niż straci naprawdę, klient płaci za to w racie.
Skąd bierze się różnica 12,9 i 2,6 punktu
Dane o cenach używanych aut T&E wzięła od firmy Autovista. Organizacja wskazuje cztery zjawiska, które zniekształcają porównanie. Pierwsze to dopłaty: cena nowego elektryka była obniżona przez państwo, więc spadek wartości liczony od ceny katalogowej wygląda na większy. Drugie to podatki od rejestracji aut spalinowych, które z kolei podbijają ich cenę wyjściową. Trzecie to inflacja, sama w sobie warta 1,9 pkt proc. luki. Czwarte to różnice w strukturze floty, bo używane spalinówki są średnio starsze i mają większe przebiegi. Ta ostatnia korekta działa akurat na niekorzyść elektryków i powiększa lukę o 1,6 pkt proc. Łącznie cztery poprawki zmniejszają różnicę o 5,2 pkt proc.
Kolejne 5,1 pkt proc. wynika ze spadku cen nowych elektryków. Gdy nowe auto tanieje, używane egzemplarze tego samego modelu tracą na wartości razem z nim, choć nic się z nimi nie stało. Stef Cornelis z T&E ocenia, że branża maluje „zbyt uproszczony obraz utraty wartości elektryków”, żeby uzasadnić sprzeciw wobec unijnych celów elektryfikacji flot.
Rynek wtórny rośnie. W Niemczech sprzedaż używanych aut na baterie wzrosła w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku o 64 proc. rok do roku. Według danych BCA, największej firmy remarketingowej w Europie, elektryki z certyfikatem stanu baterii sprzedawały się o 1,4 proc. drożej i średnio o 2,7 dnia szybciej. Leasingodawca Arval wydał już ponad 30 tys. takich certyfikatów w Wielkiej Brytanii i UE. T&E chce, żeby producenci ujednolicili certyfikaty, a firmy leasingowe oferowały dłuższe umowy na elektryki.
Co z tego wynika dla kupujących w Polsce
Polski rynek nie był objęty analizą, więc nie wiadomo, jak duża jest luka u nas. Jeden mechanizm działa tu jednak tak samo: spadające ceny nowych elektryków ciągną w dół wartość używanych. Dla sprzedającego to strata, dla kupującego okazja.
Kto bierze nowego elektryka w leasing, powinien porównać raty przy kilku długościach umowy i zapytać o przyjętą wartość końcową. Dopłat do zakupu dziś nie ma, bo nabór w NaszEauto zakończył się 30 kwietnia 2026 roku. Kto szuka używanego, niech wymaga raportu SOH (State of Health) z niezależnego testu baterii. Firma Aviloo daje na taki test także w Polsce gwarancję baterii używanego elektryka, a krok po kroku opisujemy to w poradniku jak kupić używane auto elektryczne. Punktem odniesienia dla ofert z ogłoszeń jest cena nowego auta: Volkswagen ID.3 kosztuje w naszym katalogu od 152 990 zł (cena z 3 września).
Naszym zdaniem raport T&E najmocniej przemawia za zakupem dwu- lub trzyletniego elektryka z certyfikatem baterii. Spadek wartości poniósł już pierwszy właściciel, a dane z Niemiec i z BCA pokazują, że takie auta przestają być niszą.
Źródła: CleanTechnica, Transport & Environment